Małgorzata Pantke "Nie ma strzałów, ale broń jest wciąż wycelowana"

Małgorzata Pantke

Zamrożony konflikt – brak wojny, ale i brak pokoju. Choć nie słychać strzałów, broń jest nadal wycelowana. Tak mijają lata. Nikt nie chce powrotu do czasów przelewania krwi, mimo to kolejne rozmowy pokojowe kończą się patem. Dzieje się tak, bo pod chłodną skórą dyplomacji wciąż wrze krew.

Najpierw była radość. Ciążąca żelazna kurtyna upadła, a mieszkańcy Azerbejdżanu, Gruzji i Armenii odzyskali niezależność od Moskwy. Chwile narodowej dumy nie trwały długo. Pojawiły się problemy: gospodarcze – dla państw, które dopiero co wyszły spod sowieckiego płaszcza, trudnością okazały się nawet ciągłe dostawy prądu czy gazu – ale również etniczne, które ten sam płaszcz tłumił. Gdy w 1991 roku rozpadło się ZSRR, walki trwały już w Osetii Południowej, wkrótce wybuchły także w Abchazji, a wojna o Górski Karabach przybierała na sile.

Po 20 latach konflikty te pozostają nierozwiązane, a określa się je jako zamrożone. Między państwami trwa jednak „zimny pokój”. Wojna w Gruzji toczona dwa lata temu pokazuje, że cienki lód, który pokrywa temat separatystycznych dążeń na Kaukazie Południowym, może stopić nawet iskra.

„Kraina ognia” w ogniu walk

– Nie mam nic przeciwko ludziom z Armenii, a przeciw armeńskiemu rządowi. Gdyby znów wybuchła wojna, broniłbym ojczyzny – mówi Rauf Mardijew. Jest Azerbejdżaninem. Widać, że był w armii – stoi prosto, niemal na baczność. Jego doświadczenie wojskowe nie jest zresztą niczym nadzwyczajnym. W Azerbejdżanie służba wojskowa jest obowiązkowa i trwa 18 miesięcy lub 12 dla absolwentów uczelni. Baku inwestuje w armię, bo jak twierdzi, 20% państwa znajduje się pod okupacją. Żołnierska postawa Mardijewa nie oznacza jednak sztywności. To człowiek, który jeśli tylko może pomóc, to pomoże. Dlatego rozmawiamy na temat szczególnie wrażliwy dla Azerbejdżan – Górski Karabach.

Rauf Mardijew ma 24 lata i pracuje dla organizacji pozarządowej zajmującej się młodzieżą. Nie może dobrze pamiętać wojny, był dzieckiem, gdy się skończyła. Ale wspomnienie przelanej krwi zostaje na lata w narodowej świadomości, każdej ze stron. O walkach nie pozwalają również zapomnieć uchodźcy. W czasie wojny ponad 800 tysięcy etnicznych Azerów straciło domy w Górskim Karabachu i Armenii, a 230 tysięcy Ormian uciekło z Azerbejdżanu.

Ormianie już od początku lat 60. ubiegłego wieku wysyłali do Moskwy prośby o przyłączenie Nagorn-Karabachskiego Obwodu Autonomicznego do Armeńskiej SRR. Chruszczow jednak nie chciał słyszeć o zmianie granic. Nastawienie Moskwy stało się bardziej przychylne wobec Ormian za czasów Gorbaczowa.

– Wyobraź sobie, że ktoś przychodzi do twojego mieszkania i nagle mówi, że jest jego – próbuje wyjaśniać dlaczego doszło do starć nieco starszy kolega Mardijewa, Orkhan. Jednak, poza miastem Szusza, Ormianie stanowili w Górskim Karabchu większość w momencie rozpoczęcia wojny (choć wskaźniki demograficzne zaczynały być coraz bardziej przychylne dla Azerbejdżan).

W tym konflikcie wchodzi się na pole narodowych namiętności, a kluczem do jego rozwiązania jest przezwyciężenie wrogości dwóch nacji
Tomasz Sikorski, analityk PISM
Pierwsze strzały zaczęły padać w 1988 roku. „Zapłonęły azerbejdżańskie domy w Karabachu i ormiańskie w Baku. Dżin wydostał się z butelki” – opisuje tamten okres w książce „Toast za przodków” Wojciech Górecki, który sam przez kilka lat mieszkał na Południowym Kaukazie. Z całą gwałtownością walki wybuchły, gdy Azerbejdżan ogłosił niepodległość. Stepanakert powołała wówczas Republikę Górskiego Karabachu. Konstytucja ZSRR dawała prawo do swobodnego występowania republikom związkowym, ale możliwości takiej nie miały obwody autonomiczne. Rosjanie stawali w początkowej fazie to raz po stronie Ormian to Azerbejdżan. Ostatecznie poparli tych pierwszych, gdy azerbejdżański prezydent Abulfaz Elczibej zaczął igrać z ogniem swoim antyrosyjskim nastawieniem.

Czytaj więcej o walkach o Górski Karabach.

Walki trwały do 1994 roku i kosztowały życie 30 tysięcy ludzi. RGK nie uznaje dzisiaj żadne państwo, nawet Erywań. Jednak republika jest zależna od Armenii, której obecny prezydent, Serż Sarkisjan, urodził się w Stepanakercie. Także jego poprzednik pochodził z karabaskiej stolicy.

Nie tylko Górski Karabach pozostaje w rękach Ormian. Okupowane jest również siedem otaczających go regionów. Procesy pokojowe prowadzone pod przewodnictwem OBWE utknęły w miejscu. Baku domaga się zwrócenia regionów, jako gestu dobrej woli. Stepanakert broni się, że stanowią one kordon bezpieczeństwa, gdyby Azerbejdżan postanowił siłą rozwiązać sprawę Górskiego Karabachu.

W 1999 roku do armeńskiego parlamentu wtargnęło kilku uzbrojonych mężczyzn. Zaczęli strzelać do polityków – ośmiu zabili, także armeńskiego premiera Wazgrena Sarkisajana. Zamachowcy oświadczyli, że mieli dość nieudolności władz. Jednak dla Azerbejdżan było to polityczne zabójstwo. Sarkisajan był bowiem gotowy na ustępstwa w sprawie Górskiego Karabachu. Do dziś nie wiadomo czy i kto stał za strzelaniną.

– W tym konflikcie wchodzi się na pole narodowych namiętności, a kluczem do jego rozwiązania jest przezwyciężenie wrogości dwóch nacji – wyjaśnia analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, Tomasz Sikorski, dodając, że na razie nie widzi szans na porozumienie. Na Kaukazie Południowym toczy się także większa gra o wpływy, bo Azerbejdżan to „kraina ognia” podsycanego ropą i gazem.

Ropociąg Baku-Tbilisi-Ceyhan, dzięki któremu czarne złoto zaczęło płynąć od Morza Kaspijskiego do Morza Śródziemnego a stamtąd dalej na zachód, ruszył dopiero w 2006 roku. Azerbejdżańska ropa mogła być przesyłana przez Armenię, ale wojna zaprzepaściła taką szansę. Z Baku do tureckiego Erzurum transportowany jest także gaz ziemny. Azerbejdżańskie surowce stanowią konkurencję dla rosyjskich dostaw, dlatego Moskwie na rękę był polityczny pat między Baku i Erywaniem.

Zdaniem Sikorskiego, gdy działa już gazociąg BTE i ropociąg BTC, taka sytuacja przestaje odpowiadać Rosjanom. – W regionie zaangażowały się siły, nad którymi Moskwa nie ma kontroli, chodzi przede wszystkim o Turcję – wyjaśnia ekspert. Zgodnie z zasadą „jeden naród, dwa państwa” Turcja poparła Azerbejdżan podczas wojny o Górski Karabach. Teraz Ankara wzięła sobie do serca hasło „zero problemów z sąsiadami” i stara się odnowić stosunki z Armenią. Jednak według armeńskigo prezydenta polityka ta póki co przynosi także zero rezultatów.

– Siłą pokoju nie da się wymusić. Na razie warunki brzegowe rozwiązania konfliktu o Górski Karabach są dla Armenii i Azerbejdżanu rozbieżne – ocenia Tomasz Sikorski, dodając, że nie pomogą nalegania o ustępstwa ani Turcji na Baku, ani Rosji na Erywań.

W 2007 roku międzynarodowa organizacja International Crisis Group (ICG) przedstawiła raport, w którym ostrzegła, że dozbrajana dzięki petrodolarom armia azerbejdżańska może się zdecydować na militarne rozwiązanie nawet w ciągu pięciu lat. Sikorski wątpi jednak w realność takiego scenariusza. – Prezydent Alijew raczej tego nie zrobi. Do odniesienia sukcesu potrzebny byłby blitzkrieg, a w górskich warunkach, przeciwko bitnej karabaskiej armii wspartej przez potencjał Armenii jest to nierealne – ocenia analityk.

Spór pozostaje więc zamrożony – na tyle, na ile to możliwe w „krainie ognia”. Co jakiś czas w pobliżu Górskiego Karabachu dochodzi do potyczek. Co roku ginie kilku, kilkunastu żołnierzy, tyle samo zostaje rannych. Baku i Erywań wzajemnie oskarżają się o prowokowacje.

O przyszłości Azerbejdżan i Ormian, pokoju lub wojnie, być może zdecydują dopiero Mardijew, Orkhan i ich rówieśnicy – po obu stronach konfliktu.

This entry was posted in Azerbaijan, Politics and tagged , , , , , . Bookmark the permalink.

2 Responses to Małgorzata Pantke "Nie ma strzałów, ale broń jest wciąż wycelowana"

  1. ibrahimoff says:

    Polşa-Azərbaycan əlaqlərinin müsbət istiqamətdə inkişafı məni çox sevindirir ! Rauf, Polşada bir dostumuzvar, MA tezisi Qarabag haqqındadır.🙂 Bu çox müsbət bir haldır ! və Polşada son illərdə Azərbaycana maraq çox artıb.

  2. Murad says:

    Maraqli meqaledir.hedden artiq.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s